nasza Bastylia

Każda epoka historyczna ma własną Bastylię.
Po zburzeniu kolejnej, „własnej”, symbolicznej Bastylii, zaczyna się nowa era. Taką symboliczną Bastylią drugiej połowy XX wieku był Mur Berliński.
Po zburzeniu tej „berlińskiej Bastylii”, Europa przeżyła wstrząs, wywołujący „polityczne tsunami”, które zmyło dawny jałtański bałagan
i stworzyło nowy europejski „bezwład” na terenach powiększonej Unii Europejskiej.
Po krótkim okresie euforii, ten nowy gigant przystąpił do intensywnej, „dobrowolnej” kolektywizacji i wcielił do tego europejskiego „sowchozu” pozostałości po dawnym bałaganie, stworzonym po II wojnie światowej. Próby zapanowania nad tą wieżą Babel za pomocą praw spisanych w tysiącach aktów prawnych, jak na razie nie przynosi spodziewanych korzyści, ale jest jedyną realną propozycją organizacyjną w tym morzu niepokojów, który ogarnia wiele rejonów świata.
Kolektywizacja giganta, zwanego UE, przebiegała sprawnie, ponieważ miała akceptację społeczną narodów kolektywizowanych. Obywatele krajów „dobrowolnie” przystępujących do wspólnoty, kierowali się odruchem dobrze znanym graczom totalizatora. Po wypełnieniu kuponu i zapłaceniu stawki czujemy się milionerami do momentu losowania „nieszczęśliwych” cyfr. Po losowaniu, kiedy wiemy, że nie będziemy szczęśliwymi milionerami, mamy uczucie zawodu i pretensji do siebie, że niepotrzebnie zgodziliśmy się na udział w tej grze.
Podobnie jest z krajami przystępującymi do Unii. Do czasu przyjęcia warunków tego nierównego dla obu stron kontraktu, wszyscy mają nadzieję na dobrobyt. Po kilku latach już wiemy, że tylko nieliczni poprawili sobie znacznie poziom życia, a kraj stracił suwerenność decyzji politycznej i ekonomicznej i zadłuża się wobec obcych banków z prędkością nieprawdopodobną. Do tego dochodzi podejrzenie, że ponosimy koszty lenistwa i braku gospodarności innych uczestników tej umowy, którzy żyją ponad stan za nasze pieniądze.
Obywatele zamartwiają długami, które będą spłacać własne dzieci i wnuki, a gigant rośnie i tworzy kontrowersyjne prawa dla wspólnoty. Wiele z tych praw narusza moralny porządek krajów przyjętych do UE. Okazuje się, że inwencja urzędników tego giganta jest niewyczerpana. „Europejska biurokracja ciągle potrafi zadziwiać” – czytamy w tygodniku Polityka. „Za rok do produktu narodowego poszczególnych krajów chce doliczyć dochody osiągane z gospodarczej czarnej strefy, czyli m.in. z prostytucji, przemytu, handlu narkotykami, bimbrownictwa. A to wszystko w Polsce ma policzyć … GUS.
…na razie Dziennik Gazeta Prawna sam policzył, że czarna gospodarka podnosi polski PKB o 16 mld złotych. Traf chciał, że o tyle właśnie w tym roku ma wzrosnąć deficyt budżetowy po planowanej w sierpniu nowelizacji”.
Urzędnicy Unii Europejskiej kombinują, jak tu dodać do PKB wcielonych do UE krajów trochę wirtualnego pieniądza, a kraje Azji produkują realne dobra i rosną w potęgę. Na stronie waluty.wp.pl czytamy: „Większość najważniejszych rynków finansowych świata zainteresowanych jest realizacją transakcji handlowych i inwestycyjnych z Chinami w walucie tego kraju. Po Hongkongu, Singapurze i Londynie rozliczenia w juanach wprowadza Paryż, Luksemburg, Frankfurt i Dubaj.
Nie ma wątpliwości, że juan zyskuje międzynarodowe uznanie i jest duże zapotrzebowanie na tę walutę poza Chinami kontynentalnymi powiedział ogólnokrajowemu dziennikowi Zhongguo Ribao- dyrektor Urzędu Monetarnego z Singapuru, Ravi Menon”.
Największym światowym centrum juana jest Hongkong, gdzie skoncentrowanych jest 70 procent zagranicznych depozytów w chińskiej walucie; w maju b.r. oceniano je na 698,5 mld juanów , według danych urzędu Monetarnego Hongkongu.
Jedni importują, a do nich należą Unia Europejska i Stany Zjednoczne, a drudzy produkują i eksportują, a do nich należą kraje Azji. W UE krajem który produkuje, są Niemcy. Ci co produkują, rosną w potęgę, a ci co importują zadłużają się na potęgę.
Myśląc perspektywicznie o tym nowym „tryndzie” politycznym globalistów świata zachodniego, który sprowadza się do importu towarów z Azji, musimy spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie:
Czy rzeczywiście zburzono Bastylię, czy ją stawiają od nowa?
Nie można przecież patrzeć na ten upadek bezczynnie. Musimy działać, aby odwrócić bieg spraw i zatrzymać kryzys, którego zasadniczą przyczyną jest totalny import towarów powszechnego użytku. Ten import bogaci uprzywilejowaną grupę ludzi, posiadających zdolności kredytowe na zakup importowanych towarów po niskich cenach i sprzedanie ich we własnym kraju z ogromnym zyskiem. Ten import bogaci również banki udzielające kredytu. Ten totalny import wyprowadza technologię poza granice kraju i deprawuje zapomogami młodych ludzi pozbawionych pracy. Ten import tworzy dług wobec obcych banków we własnym kraju. Te wszystkie problemy dotyczą Polski na początku XXI wieku. Czy te zjawiska widzi tylko opozycja polityczna, a partia rządząca pozostaje ślepa?